„Piękna TV” [2009]

Wołają na mnie Marysia

Aneta Zając dzięki roli w „Pierwszej miłości” stała się telewizyjną gwiazdą, na planie serialu spotkała też miłość swego życia. Nic więc dziwnego, że po pięciu latach pracy nadal ma w sobie mnóstwo energii. Z okazji jubileuszowego, tysięcznego odcinka, namówiliśmy ją na wspomnienia.

Niedawno mogliśmy oglądać tysięczny odcinek „Pierwszej miłości”. Kiedy zaczynałaś tam grać, byłaś jeszcze studentką szkoły filmowej. Pamiętasz swoje początki? Co cię wtedy najbardziej zaskoczyło?
Byłam na trzecim roku łódzkiej Filmówki i pamiętam, że z jednej strony opanowała mnie niesamowita radość, iż gram jedną z głównych ról, ale z drugiej strony bałam się, że zawalę studia. Nie wyobrażałam sobie, jak można pogodzić stałą pracę na planie ze studiami dziennymi. Ale jak widać, jest to możliwe, choć przyznam, że wcale nie takie łatwe. Tak samo jak początki na planie, było ciężko, ale teraz jest wspaniale.

Spodziewałaś się, że ta przygoda potrwa aż pięć lat? Nie znudziła cię jeszcze?
Nikt się nie spodziewał, że serial osiągnie tysiąc odcinków, to naprawdę ogromny sukces, na który pracowała cała ekipa, bez wyjątku. Proszę mi uwierzyć, że my nawet po tych pięciu latach nie nudzimy się ze sobą.

Na planie trafiła cię strzała Amora i zakochałaś się w swoim koledze ze studiów Mikołaju Krawczyku. Trudno razem żyć i pracować? Nie kłócicie się w pracy?
Wiem, że to może wydawać się dziwne, ale potrafimy oddzielić życie prywatne od zawodowego. W dodatku mamy ten luksus, że możemy się w domu wspierać, gdy jedno od drugiego potrzebuje fachowej rady.

Pewnie od lat wszyscy pytają was o datę ślubu. Czy już na coś się zanosi.
A my od lat tłumaczymy, że ślub nic w naszym życiu nie zmieni i jest nam tak dobrze.

Widzowie nie mylą fikcji serialowej z rzeczywistością?
Nieustannie. Gdy ktoś na ulicy zaczepia mnie, by otrzymać autograf, to woła do mnie – Marysiu.

Jesteś podobna do serialowej Marysi? Prywatnie jesteś typem osoby delikatnej i wrażliwej czy stanowczej, która potrafi mocno tupnąć nogą i postawić na swoim?
Jestem spod znaku barana, a to zwierzę baaardzo uparte, więc nie należę do osób delikatnych. Zdecydowanie jestem osobą mocno stąpającą po ziemi i czasami trudno ze mną wytrzymać.

Podobno lubisz terenowe auta?
Oczywiście, takim autem jeżdżę i nie zamieniłabym go nawet na limuzynę. Zdecydowanie bardziej wolę gabaryty auta terenowego niż opływowy i nieskazitelny kształt luksusowych aut sportowych.

Jak spędzacie czas wolny? Lubisz sport, podróże czy raczej wolisz posłuchać muzyki i oglądać telewizję?
Uwielbiam malować, fotografować, latem jeżdżę na rowerze, zimą na łyżwach, a obecnie zakochałam się w fitnessie i regularnie ćwiczę. Poza tym od czasu do czasu po prostu muszę odwiedzić wrocławski Rynek, w którym zakochałam się pięć lat temu i jeszcze mi ta miłość nie przeszła.

Jak spędzasz święta? Pod choinką wolałabyś znaleźć perfumy czy książkę?
Święta spędzam zawsze w rodzinnym domu, nie wyobrażam sobie, aby po tak długiej nieobecności nie zobaczyć się z rodzicami, bratem, jego malutką córeczką i moją spanielką Sonią. A o prezenty się nie boję, bo odkąd pamiętam, zawsze dostaję pod choinkę coś wyjątkowego, czego się nie spodziewałam. To zasługa mojej mamy, ma super talent do prezentów.

Gdzie się wybieracie na zimowy urlop? O jakiej podróży marzysz?
Spędzamy sylwestra w górach i zamierzamy tam trochę pozostać. A potem marzyłaby mi się wycieczka do Paryża. Zaplanowałam sobie, że koniecznie muszę poznać wszystkie stolice europejskie. Wiem, że czasami na takie poznanie potrzeba wielu tygodni, ale mnie by wystarczyły 3-4dni.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: Mirosław Mikulski