„Moje smaki życia” [sierpień 2014]

Wreszcie przestaję być grzeczną dziewczynką.

Mówiono o niej: dziewczyna bez charakteru. Dopiero w „Tańcu z gwiazdami” Aneta Zając udowodniła, że cicha woda brzegi rwie. A to zaledwie początek… Już jako dziecko przejawiała artystyczne talenty – tańczyła, śpiewała, ukończyła klasę fortepianu w szkole muzycznej. Jednak dopiero gdy trafiła na zajęcia z aktorstwa, poczuła, że znalazła swoje miejsce na ziemi. Od tamtej pory nie wyobrażała sobie, że mogłaby robić cokolwiek innego, niż być aktorką. Do łódzkiej filmówki dostała się za drugim razem. Za to jeszcze na studiach zdobyła rolę Marysi w serialu „Pierwsza miłość”. W oczach widzów stała się słodką blondynką ze szklanego ekranu. Wszystko się zmieniło, gdy po 10 latach spędzonych na planie, trafiła do „Tańca z gwiazdami”. Po trudnym życiowo okresie, Aneta nie tylko odzyskała pewność siebie, ale przede wszystkim pokazała swoje drugie oblicze – nieco szalone i odważnej kobiety, która walczy o marzenia. Dziś chętnie podejmuje nowe wyzwania, a w przyszłość patrzy z ciekawością i nadzieją.

„Taniec z gwiazdami” dawno się skończył. Wciąż tańczysz?
Cały czas! Po tak intensywnych treningach nie jestem w stanie przestać. Myślę, że taniec jeszcze długo będzie częścią mojego życia. Zresztą moja dusza także jest roztańczona!

Czyli zyskałaś drugie życie.
Można tak powiedzieć. „Taniec z gwiazdami” dał mi mnóstwo pozytywnej energii. Sympatia widzów dodała mi skrzydeł – poczułam się akceptowana, taka jaka jestem.

Mówią, że ten program wyzwala kobiecość…
Dzięki tańcowi zyskuje się większą świadomość ciała. Poza tym liczne treningi pięknie rzeźbią ciało. Zyskałam też pewność siebie. Może rzeczywiście tak jest, że gdy dziewczyna wierzy w siebie to emanuje kobiecością?

Czy ta zmiana wpłynęła także na Marysię z „Pierwszej miłości”?
Możliwe. Czuję, że scenarzyści bardziej nas zbliżyli do siebie. Marysia stała się odważniejsza, pewna siebie i wreszcie wie, czego chce od życia. Po wakacjach widzowie zobaczą moją postać uwikłaną w ogromne tarapaty. Będzie z nią naprawdę źle, a inni bohaterowie serialu zaczną się nawet zastanawiać, czy Marysia przeżyje…

Czyżbyś planowała odejść z serialu?
Nie, absolutnie! Jestem za bardzo zżyta z ekipą, by rzucić pracę w tak fajnym miejscu. Zresztą lubię tę Marysię. Mimo, że gram ją już 10 lat, nie jestem znudzona ani zmęczoną tą rolą.

Który taniec najbardziej Cię odzwierciedla – seksowna rumba, emocjonalne tango czy spokojny walc?
Najbliższy był mi Freestyle do piosenki „Say something”. Tańczylismy go w finałowym odcinku. Praca nad układem była prawdziwą przyjemnością, wszystko nam wchodziło! A jednak to na wspomnienie rumby do utworu „Hello” Lionela Richie mam ochotę wskoczyć na parkiet.

Ostatnio tańczą wokół Ciebie także media. Piszą na przykład, że Stefano Terrazzino szuka Ci chłopaka…
Naprawdę?! No to super! Ale koniecznie podobnego do siebie!

To jaki powinien być „ten jedyny”?
Mój ideał to ktoś odpowiedzialny, ale z odpowiednio dużą dawką poczucia humoru i odrobiną szaleństwa. Musi mieć do siebie dystans. Sama taka jestem, więc marzy mi się, by być z kimś, z kim będę mogła się pośmiać.

Słyszałam, że Twoja pasja aktorska narodziła się dzięki babci.
Moi rodzice i brat to typowe umysły ścisłe. Cała rodzina była przekonana, że pójdę w ich ślady. Tymczasem ja miałam inny plan. Moja babcia, kobieta o sercu i duszy artystki, najmocniej wspierala mnie w artystycznych marzeniach i utwierdzała w przekonaniu, że warto o nie walczyć. Być może gdyby nie ona, nie związałabym życia ze sceną.

Skończyłaś szkołę muzyczną, od dziecka tańczyłaś i śpiewałaś. Dlaczego wybrałaś właśnie aktorstwo?
Mam za sobą szkołę pierwszego stopnia. Bardzo się cieszę, że zdobyłam podstawową wiedzę muzyczną i w wolnej chwili mogę usiąść przy fortepianie, by pograć dla przyjemności. Ale w międzyczasie zaczęłam chodzić na zajęcia z aktorstwa, które mnie pochłonęły.

Nie marzą Ci się musicale?
To na pewno byłaby ciekawa przygoda…

Bo w Teatrze Capitol, w którym będzie można Cię oglądać od września, nie będziesz ani śpiewać ani tańczyć…
Spektakl „Kiedy kota nie ma” jest komedią. Gram w nim młodą kobietę, która… ma romans z żonatym mężczyzną. Ta pani bardzo lubi towarzystwo płci przeciwnej. Jest dość frywolna… Bardzo się cieszę, że mogę zagrać osobę tak różną ode mnie samej. Szukam z nią wspólnych cech i wychodzę na scenę.

I jakie wspólne cechy znajdujesz?
Optymizm. Moja postać jest niezwykle pozytywnie nastawiona do życia. Ja jestem dokładnie taka sama.

Twoja kariera nabiera tempa. Jaki jest sekret tego sukcesu?
Może to kwestia tego, że przekroczyłam magiczną liczbę 30 lat? Gdy byłam młodsza, wielu znajomych mówiło mi, że to będzie najlepszy czas w moim życiu. Nie wierzyłam. Dziś wiem, że jest to bardzo dobry wiek dla kobiet. Kompleksy się wyciszają, a na pierwszy plan wychodzą nasze wszystkie atuty.

A nie boisz się pierwszych zmarszczek?
Staram się o nich nie myśleć. Gdy patrzę w lustro, stwierdzam, że jest OK i akceptuję siebie w pełni.

Tak po prostu?
Tak! Każdy ma kompleksy, ale nie warto się nimi przejmować. Trzeba spojrzeć na siebie i świat z pozytywnej strony. Nawet gdy coś wokół mnie się wali, staram się dostrzegać same dobre strony. Tylko one dają siłę i napęd do dalszego działania.

Nie mów mi, że gdy świat wali Ci się na głowę, dostrzegasz plusy, zamiast walczyć o swoje.
W krytycznych sytuacjach staram się znaleźć równowagę. Potrafię walczyć o swoje, ale nie za wszelką cenę i nie po trupach. Gdy nie mam wyjścia i nie widzę sensu walki, zdaję się na los, mówiąc sobie, że wszystko będzie dobrze. Zauważyłam, że gdy odpuszczę i przestaję walczyć, los załatwia sprawy za mnie.

Skąd w Tobie tyle optymizmu?
Miałam bardzo fajne dzieciństwo – pełne ciepła, miłości i śmiechu. Cała moja rodzina emanuje optymizmem, więc nawet gdybym bardzo chciała być smutasem, pewnie byłoby mi ciężko (śmiech).

A jakie wartości chciałabyś przekazać swoim synom?
Chciałabym wychować ich na świadomych swojej wartości, szczęśliwych mężczyzn. Mam nadzieję, że uda mi się tak nimi pokierować, by mogli robić w życiu to, co kochają. Z doświadczenia wiem, ile satysfakcji i radości daje taka praca.

Wyobrażasz sobie, że obaj wybierają aktorstwo?
(głęboki wdech) Jeżeli taki będzie ich wybór, zaakceptuję tę decyzję i będę ich wspierała.

Czemu wzdychasz?
A… gorąco dzisiaj (śmiech). A tak poważnie, to zawód aktora jest bardzo trudny. Czasami miesiącami czeka się na telefon, który nie dzwoni. Ja miałam dużo szczęścia, że dostałam prace jeszcze na studiach. Dzięki serialowi pracuję już 10 lat. Nie każdy miał tak łatwo.

Jesteś samotną mamą. Radzisz sobie z domowymi obowiązkami?
Nie zatrudniam nikogo do pomocy. Chętnie spędzam czas w kuchni. Nie lubię się nikim wyręczać i jestem zdania, że samodzielnie przyrządzony obiad jest najlepszy. Jem w towarzystwie synów. Wspólne posiłki to rytuał, który zbliża do siebie, więc warto go pielęgnować.

Twoi synowie mają już jakieś kulinarne zachcianki?
Jak wszystkie dzieci mają swoje ulubione dania. Ale najbardziej upodobali sobie moje naleśniki ze szpinakiem i placuszki z cukinii. Bardzo lubią też ryby.

Pomagają Ci w gotowaniu?
Choć są jeszcze bardzo mali, zdarza im się wymusić na mnie pomoc przy parzeniu kawy – wiedzą, jak wcisnąć guzik. Pomagają też przy dekorowaniu kanapek.

Twoja ulubiona kuchnia?
Zdecydowanie śródziemnomorska. Uwielbiam w niej wszystko – warzywa, mięsa, a przede wszystkim owoce morza. Dałabym się pokroić za krewetki w oliwie z czosnkiem i chilli. Do tego koniecznie włoskie białe wino…

A są potrawy, których nigdy byś nie zjadła?
Nie wyobrażam sobie, by zobaczyć na swoim talerzu insekty. Jeśli już muszą być obecne w moim życiu, to zdecydowanie wolę, by po prostu latały wokół mnie.

Gdy masz zły humor, sięgasz po…
…czekoladę! Uważam, że jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła, a fantastycznie poprawia humor. Zwykle staram się uważać na to, co jem i przestrzegać pór posiłków. Ale kawałka czekolady nie potrafię sobie odmówić.

Jakimi smakami jest Aneta Zając?
Dawniej powiedziałabym, że typowo polskimi, pełnymi łagodności… Ale ostatnio chętnie do wszystkiego dodaję szczyptę chilli, szukam jej nawet w perfumach. Wreszcie przestałam być grzeczną dziewczynką. Jestem dziś kobietą o wielu smakach. Czasem ostrą, a czasem słodką… I bardzo mi się to podoba..

Rozmawiała: Anna Rasińska