„DOBRE RADY” [Lipiec 2014]

Nie chcę oglądać się za siebie.

Aneta Zając przyznaje, że udział w „Tańcu z gwiazdami” dodał jej pewności siebie. I sprawił, że stała się mistrzynią planowania. Choć ma wiele zajęć, zawsze znajduje czas dla swoich bliźniaków. Dzieci są dla niej całym światem.

Występy w „Tańcu z gwiazdami” to spełnienie marzenia z dzieciństwa? Jako mała dziewczynka chciała Pani zostać baletnicą.

Rzeczywiście udział w tym programie to spełnienie dziecięcych marzeń o tańczeniu, ale również dobra lekcja. Po wielu godzinach prób czuję, że mam większą świadomość ciała i pewność siebie, co przyda mi się w zawodzie aktorki. Wspólnie ze Stefano ciężko pracowaliśmy i cieszyliśmy się z kolejnych sukcesów. Po każdym treningu mimo wielkiego zmęczenia wychodziłam uśmiechnięta.

Uprawia Pani jakąś dyscyplinę sportu?

Dwa lata temu zaczęłam biegać. Przekonał mnie do tego mój brat. Nagrał mi piosenki i powiedział: „Biegaj i słuchaj. Im więcej odsłuchasz piosenek, tym bardziej będziesz dumna z trasy, jaką pokonałaś”. Moja przygoda z bieganiem trwa do dziś.
Sama wychowuje Pani bliźnięta. Chłopcy mają teraz trzy lata. Na pewno wymagają mnóstwa uwagi. Jest pani dzielną mamą.

Nie lubię określenia „dzielna mama”, bo uważam, że niczego nadzwyczajnego nie dokonałam. Zdecydowanie wolę określenie moich synów: „Kochana mama”.

Czego chciałaby Pani nauczyć Roberta i Michała?

Przede wszystkim chciałabym nauczyć synków samodzielnych wyborów. Tego, żeby mieli własne zdanie i nie poddawali się presji grupy. Chciałabym też, aby wyrośli na fajnych i mądrych mężczyzn.

Gdyby można było cofnąć czas, zmieniłaby coś Pani w swoim życiu.

Na pewno nie chciałabym cofnąć czasu. W życiu zawsze coś się dzieje po coś. Najważniejsze jest to, co przed nami. Pewnie jeszcze nieraz popełnię błędy, ale nie warto się nad tym zastanawiać ani wciąż odwracać się za siebie i patrzeć w przeszłość.

W „Tańcu z gwiazdami” pokazywała się Pani w świetnie dobranych, ale odważnych stylizacjach. Czy dobrze się Pani czuła w takich strojach?

Suknie, które zakładałam w „Tańcu…”, rzeczywiście były odważne, dużo odkrywały. Jeszcze parę miesięcy temu nie myślałam, że mogłabym takie założyć. Ale fajnie, że przyszedł taki moment w moim życiu, gdy mogłam nosić takie kreacje. Sprawiły one, że wyglądałam i czułam się inaczej. Bardziej kobieco i seksownie.

Czy teraz zwraca Pani większą uwagę na modę i zmieniła Pani coś w swojej szafie?

Nie jestem niewolnicą mody, ale bardzo chciałabym się nauczyć sztuczek stylistów. Oni potrafią świetnie zestawiać ubrania. Przekonałam się o tym niedawno, kiedy poszłam na zakupy z kolegą stylistą. Każde z nas wybrało kilka rzeczy dla mnie. Wstyd się przyznać, ale z tych, które ja wzięłam z wieszaka, nie kupiłam ani jednej. Za to wszystkie, które wybrał kolega.

W serialu „Pierwsza miłość” występuje Pani od dziesięciu lat. Czego się Pani dzięki tej pracy nauczyła?

Przede wszystkim tego, że na każdy sukces składa się wysiłek wielu osób. Ten serial zawsze będzie dla mnie bardzo ważny, ponieważ miał duży wpływ na moje życie. Tu poznałam wielu wartościowych ludzi, którzy stali się moimi przyjaciółmi, dojrzewałam jako aktorka, a przy okazji zakochałam się we Wrocławiu, gdzie nagrywane są odcinki.

Jak wygląda Pani dzień na planie? Ma Pani chwilę dla siebie, czy jest tylko praca, praca i jeszcze raz praca?

Mój dzień na planie najczęściej zaczyna się wcześnie rano od filiżanki kawy (śmiech). A tak na serio, to oczywiście, że jest praca, praca i praca. Ale jak w każdym zespole są osoby, które potrafią sprawić, że ta praca staje się prawdziwą przyjemnością. A co do czasu wolnego, to mam przerwy, które najczęściej spędzam na ciekawych rozmowach z ludźmi z ekipy.

Serial kręcony we Wrocławiu, próby i nagrania „Tańca…” w Warszawie, do tego dochodzi opieka nad dziećmi. Jak Pani udawało się pogodzić tyle rzeczy?

Nie będę udawała, że było łatwo, ale odpowiednio ułożony plan pozwalał mi nad tym zapanować. Nauczyłam się wstawać dużo wcześniej, później kładłam się spać. I tak gospodarowałam czasem, aby nikt na tym nie ucierpiał.

Jako dziewczynka występowała Pani w programach telewizyjnych. Czy dzięki temu nauczyła się Pani panować nad tremą?

Przede wszystkim nauczyłam się dyscypliny. Występy i zajęcia aktorskie, na które chodziłam, musiałam godzić ze szkołą.

Co w zawodzie aktorki Panią najbardziej pociąga i daje radość?

Ciągłe zmiany i pasja. Tu nie da się wszystkiego zaplanować. Jestem ciekawa, jak będzie wyglądał kolejny dzień na planie czy w teatrze. Lubię grać role, które są całkowitym przeciwieństwem mojej osobowości. To jest fajne wyzwanie.

Rozpoczynają się wakacje. Jak Pani lubi wtedy spędzać czas?

Dla mnie wakacyjny relaks to i leżenie a plaży, i wycieczki rowerowe. Po intensywnych treningach do programu „Taniec…” wiem już, że będzie mi brakować ruchu. Dlatego wakacje chcę spędzić aktywnie. Najchętniej jeżdżę tam, gdzie mogę wypoczywać na łonie natury, jest woda i cisza.

Dostała Pani kiedyś jakąś propozycję, której Pani nie przyjęła?

Nie przyjęłam propozycji sesji do „Playboya” i wyjazdu za granicę, by wystąpić w filmie reklamowym. Pierwsza padła kilka lat temu, druga, gdy dzieci miały niewiele ponad rok. Widać obydwie przyszły w nieodpowiednim momencie mojego życia.

Ma Pani sprawdzoną strategię, która pozwala osiągać cele?

To strategia małych kroków. Działam ostrożnie, jestem przecież zającem (śmiech). Ale kiedy idzie się małymi krokami, w każdym momencie można powiedzieć „nie” albo skorygować swoje zamierzenia. Właśnie działając w ten sposób, udało mi się osiągać cele.

Jest Pani osobą otwartą na nowe znajomości czy raczej woli zachować dystans?

W relacjach z ludźmi jestem ostrożna. Potrzebuję czasu, aby kogoś zaakceptować. Niełatwo też zdobyć moje zaufanie.

Co Panią wzrusza albo wywołuje śmiech?

Mam dystans do siebie, więc potrafię się z siebie śmiać. Jednak zdarzają się dni, gdy jest mi smutno. Wtedy moi najbliżsi oraz przyjaciele wiedzą, że najlepszy sposób na poprawienie mi humoru to wywołanie jakiegoś żartu sytuacyjnego. Natomiast zawsze się wzruszam, kiedy widzę, jak moi synkowie uczą się kolejnych słów i zaczynają mieć swoje zdanie na dany temat. Moi chłopcy to dla mnie największe źródło radości.

Rozmawiała: Marta Kawczyńska