„Kropka TV” [Czerwiec 2014]

Spełniły się moje dwa marzenia.

Po wygraniu „Tańca z gwiazdami” aktorka wraca nie tylko na plan serialu, ale i przygotowuje nową rolę.

Kryształowa Kula to trofeum, którym nieliczni mogą się pochwalić. Co trzeba zrobić, aby je zdobyć?

Nie ma innej drogi, jak wygrać „Taniec z gwiazdami”. To trofeum zawsze będzie mi się kojarzyło z treningami, ze Stefanem, występami i świetną zabawą w gronie ludzi, którzy do dziś są dla mnie bardzo ważni.

Czy w trakcie programu zdarzył się Pani moment załamania.

Tak, przytrafiło mi się to na samym początku, po 2-3 treningach. Nie wiem, co postawiło mnie wtedy do pionu. Myślę, że miłość do tańca… Tak, to na pewno była miłość do tańca.

O czym Pani myślała na kilka sekund przed ogłoszeniem wyników?

Cały czas mieliśmy ze Stefanem marzenie, żeby dojść do finału i zatańczyć Freestyle do naszej ulubionej piosenki „Say something”. Z tą piosenką do dziś zasypiam i się budzę. Gdy to marzenie się spełniło, zaczęłam nieśmiało marzyć, że może i widzom się spodobało. I tak tego oto wieczoru spełniły się moje dwa marzenia. Dziękuję jeszcze raz wszystkim.

Zamierza Pani teraz odpocząć po trudach programu. Czy to prawda, że wybieracie się ze Stefanem Terrazzino do Włoch?

Ja już zaczęłam odpoczywać – byłam z dziećmi prawie tydzień w Sopocie. Gdy tylko mogę, to wyjeżdżam poza miasto, jeździmy na wycieczki rowerowe. Czy uda mi się wyjechać za granicę? Bardzo bym chciała.

Praca w „Pierwszej miłości” i „Taniec z gwiazdami”, w którym oglądaliśmy Panią ostatnio, to nie jedyne Pani zajęcia.

Właśnie rozpoczęłam próby do przedstawienia „Kiedy kota nie ma…” w reżyserii Andrzeja Rozhina w Teatrze Capitol. Gram tam baaardzo niegrzeczną dziewczynę.

W „Pierwszej miłości” jest ani od początku. Jak przez te lata zmieniła się grana przez Panią bohaterka, czyli Marysia Radosz?

Ogromnie! Dziesięć lat to kawał czasu i długo by opowiadać o jej wewnętrznych przemianach. Myślę, że najważniejszą zmianą, takim punktem zwrotnym w jej życiu, były narodziny jej córki Julki.

Dlaczego?

Wydaje mi się, że od tego właśnie momentu Marysia z beztroskiej, wesołej dziewczynki z dnia na dzień zmieniła się w dorosłą, dojrzałą kobietę. Czas spędzony z Hubertem wydawał się takim szczególnym okresem uspokojenia, pozytywnego wyciszenia. Niestety, tego związku również nie udało się uratować.

W dorobku ma Pani wiele serialowych ról. Czy jest postać, którą darzy Pani szczególnym sentymentem

Bardzo ciekawą bohaterką była Aneta w „Plebanii” – dziewczyna zakochana w koledze z klasy. Oczywiście, jak to między młodymi bywa, cały czas mocno między nimi iskrzyło i na tym tle dochodziło do nieustannych rozstań i powrotów, bo chłopak nie widział innej drogi życia poza kapłaństwem. Dla mnie była to piękna, wzruszająca historia o młodych ludziach wchodzących w dorosłe życie, których drogi – mimo wzajemnej fascynacji – niestety nie podążały w tym samym kierunku.

Rozmawiał: Antoni Rogala